Historia Swiata - inny portal historyczny!

Wydarzenia, eseje, recenzje ksiazek, wywiady.



"Dawno temu w Indiach pewien Rosjanin..." - czyli o "Wyprawie za trzy morza" Atanazego Nikitina, kupca twerskiego
  • 2010.06.20
  • typ: artykuł
  • Anna Dominik
zdjecie

Od niepamiętnych czasów Indie miały opinię kraju tajemniczego, egzotycznego, niezwykłego, a nade wszystko bardzo bogatego, nic dziwnego więc, że od zawsze kusiły podróżników, pragnących na własne oczy zobaczyć wszystkie miejscowe cuda. W długim szeregu takich badaczy znalazło się i miejsce dla Atanazego Nikitina, kupca z Tweru, który w trakcie swojej ośmioletniej podroży za ,,trzy morza” aż trzy lata spędził w Indiach (1469 - 1472), spisując ,,na gorąco” własne obserwacje i wrażenia i tworząc swoisty dziennik z podroży. Powstała w ten sposób ,,Wędrówka za trzy morza” (,,Chozenije za tri morja”) jest nie tylko szacownym zabytkiem literatury rosyjskiej, ale także najstarszą relacją o Indiach spisaną przez Europejczyka na trzydzieści lat przed przybyciem do indyjskich wybrzeży Portugalczyka Vasco da Gamy, które zaowocowało procesem stopniowego podporządkowywania tego kraju zachodnim potęgom. Dzieło Nikitina zostało uznane za jedno z ,,największych osiągnięć europejskiej literatury podróżniczej poświeconej opisom Indii”, a jego relacja ,,ma charakter szczegółowych notatek z podroży, w których niezwykle spostrzegawczy autor opisał życie i obyczaje kraju, obrzędy religijne, zasady handlu i sposoby ubierania się jego mieszkanców”.

 

Nikitin pisał swoje dzieło na bieżąco, relacjonując wszystko to, co widział, a niekiedy słyszał. Nie wiemy, co zamierzał zrobić ze swoim rękopisem po powrocie do domu, do którego w ostateczności nie dotarł, gdyż, jak zapisał pewien mnich z klasztoru św. Zofii pod Pskowem, ,,mówią o nim, że nie doszedłszy Smoleńska umarł”. Notatki Nikitina zostały po jego śmierci odwiezione do Moskwy do diaka Mamyriewa i tu zostały później włączone do latopisu, gdzie umieszczono je pod rokiem 1475 i gdzie je potem odnaleziono. Zaszczyt dokonania tego wiekopomnego odkrycia przypadł w udziale wybitnemu historykowi Mikołajowi Karamzinowi, który szperając w bibliotece Ławry Troicko - Siergiejewskiej natknął się na relację Nikitina  w tzw. latopisie troickim. Ukazała się ona drukiem w 1818 roku jako część przypisów do VI tomu monumentalnej ,,Historii państwa rosyjskiego”. Karamzin, mimo że sam odkrył Nikitina dla świata, wyrażał się o nim pobłażliwie, choć zdobył się na to, aby podkreślić jego zasługi: ,,Nie wiedzieli dotąd geografowie, że zaszczyt posiadania jednego z najstarszych w Europie opisów podroży do Indii przypada w udziale Rosji”. Na całkowite uznanie musiał Nikitin zaczekać do 1835 roku, kiedy to krytyk literacki Jazykow uznał jego dziennik za przedmiot dumy narodowej, podkreślając, że rosyjski kupiec dotarł do Indii wcześniej niż dzierżący dotąd palmę pierwszeństwa Vasco da Gama i przewyższył go zarówno pod tym, jak i pod innym względem, gdyż on [Nikitin] podróżował po tym kraju, żył wśród ludności, a Portugalczyk nie ruszył się ani na krok z portu Kallikat, do którego dopłynął w 1498 roku (o tym, że był to jednak wyczyn wymagający wielkiej odwagi przekonuje nas sam Nikitin, który sam do niego nie dotarł i napisał o nim: ,,Kalikut to przystań dla całego Morza Indyjskiego: nie daj Boże żadnemu statkowi go ominąć”, gdyż tamtejsi książęta patrolują morze i ,,rozbojem się trudnią”, łupiąc bezlitośnie każdy statek, który nie zapłacił im haraczu”; Vasco da Gama dążył do Kallikatu umyślnie, gdyż, jak ponownie zaświadcza Nikitin ,,rodzi się tam pieprz i imbir, i kwiat muszkatałowy, i cynamon, i goździki, i wszelkich korzeni tam mnóstwo się rodzi. A wszystko tanie, a niewolnicy i niewolnice, wszystko bardzo ładne, czarne”). Entuzjastyczne opinie Jazykowa i wysiłek, jaki wkładał w popularyzowanie relacji Nikitina, prędko zaowocowały starannymi wydaniami zabytku oraz jego przekładami na języki obce. Dziennik rosyjskiego kupca stal się na Zachodzie prawdziwą sensacją, jednak prędko został zapomniany i dziś wiedzą o jego istnieniu tylko specjaliści. Możliwe, że na taki jego los wpłynęło zbyt późne wydanie, które przeszkodziło Nikitinowi w zajęciu należnego mu miejsca wśród wielkich średniowiecznych podróżników.   

 

Piękne miasto Twer

 

Ojczyzną Atanazego Nikitina był Twer, miasto położone na północy Rusi Kijowskiej, która po okresie rozkwitu i świetności przeżywanej w XI i na początku XII wieku, weszła w okres upadku, do którego przyczyniło się rozbicie dzielnicowe, walki poszczególnych książąt o tron wielkoksiążęcy, najazdy koczowników, a wreszcie nawała mongolska, która zniewoliła Ruś na blisko 250 lat i zahamowała na pewien czas rozwój jej kultury, izolując ją zarówno od Bizancjum i południowej Słowiańszczyzny, jak i od Zachodu. Pustoszone ziemie południowej Rusi stały się nieprzyjaznym miejscem dla zamieszkującej je ludności, która w poszukiwaniu spokoju przenosiła się na północ i wschód, tworząc tam nowe ośrodki kulturalne, takie jak włodzimierski, moskiewski i wreszcie twerski. Jako samodzielne księstwo Twer wyłonił się w 1246 roku, kiedy to wielki Książe włodzimierski (już nie kijowski, gdyż Kijów stracił na znaczeniu niemal wiek wcześniej) Jarosław Wsiewołodowicz - pierwszy wielki książe sprawujący władzę na mocy jarłyku - podarował Twer swojemu piątemu synowi Jarosławowi. Kres niezależności tego księstwa przyniosła Moskwa, przyłączając go w 1486 roku w skład księstwa moskiewskiego. Zanim się to jednak stało, Twer miał niepowtarzalną szansę objęcia przywództwa nad całą ziemią ruską. Sprzyjało temu jego położenie geograficzne (graniczył z Nowogrodem Wielkim, Smoleńskiem, Wielkim Księstwem Litewskim i Moskwą), pozwalające na pośrednictwo w handlu miedzy Zachodem a Wschodem. Kupcy twerscy odznaczali się niezwykłą ruchliwością, prowadzili interesy na Kaukazie, w Konstantynopolu i w Persji, gościli kolegów z Litwy, Skandynawii i krajów wschodnich, tak wiec Nikitin nie był w swoim mieście postacią wyjątkową, choć udało mu się dotrzeć dalej niż ktokolwiek inny. Najlepszy okres w historii Tweru przypada na lata 1271 - 1318, czyli rządy księcia Michała Jarosławicza, zręcznego polityka, dobrego gospodarza (za jego panowania ludność miasta znacznie się powiększyła, wzrosła zamożność i poczucie bezpieczeństwa) oraz nieubłaganego wroga Moskwy, z którą toczył bezwzględną walkę o prymat. Jego przeciwnik, wielki książę moskiewski Jerzy Daniłowicz zdołał zapewnić sobie ten tytuł dzięki małżeństwu z Mongołką, siostrą chana Złotej Ordy Uzbeka, który nie chciał dopuścić, aby jego ukochana siostra miała zostać tylko kolejną zwykłą księżną ruską. Michał nie pogodził się z porażką i wciąż wiódł spory z Jerzym, który w końcu doprowadził do jego zamordowania w Seraju - książę twerski poniósł straszliwą śmierć, zadeptany przez mongolskie rumaki. Jego syn Dymitr Strasznooki pomścił ojca mordując Jerzego przed obliczem chana i oczywiście natychmiast poniósł za to najwyższą karę, podobnie jak i jego młodszy brat Aleksander. Kolejny książę twerski, Michał Aleksandrowicz, mszcząc się za śmierć dziadka, stryja i ojca sprzymierzył się w latach 1367 - 1375 z wielkim księciem litewskim Olgierdem przeciwko Dymitrowi Dońskiemu. Przez kilka kolejnych dziesięcioleci książęta Tweru bronili niepodległości, ale po upadku Wielkiego Nowogrodu nie mieli już w nikim oparcia i w 1486 roku ulegli znienawidzonej Moskwie. Ostatni twerski władca Michał zbiegł na Litwę.

 

Twer, broniący tak długo swojej niezależności, wypracował własną oryginalną kulturę. Pod względem architektonicznym nie ustępował Moskwie; wśród jego budowli wyróżniał się pałac książęcy zbudowany z białego kamienia wapiennego, katedra Michała Archanioła i wreszcie katedra Zbawiciela, tak zwany Spas Złotokopulasty, z którego w swoją wielką podroż wyruszył Nikitin, żegnany błogosławieństwem miejscowego władyki, czyli biskupa. Niezwykle bujnie rozwijała się literatura - to właśnie tutaj około 1453 roku powstało ,,Słowo pochwalne” autorstwa mnicha Fomy uczestniczącego w soborze florenckim  1439 roku, w którym to dziele wypowiada się on za przejęciem przez Ruś bizantyjskiego dziedzictwa, wcześniej niż uczynił to słynny Fiłofiej, piszący o Moskwie jako o III Rzymie. Długotrwale spory z Moskwą przyczyniły się do pojawienia się dużej ilości literatury antymoskiewskiej i separatystycznej, wśród której Nikitin, ze swym umiłowaniem ziemi ruskiej w ogólności, bardzo się wyróżniał. Niestety, nigdy się nie dowiemy, jak przyjąłby włączenie rodzinnego Tweru do Moskwy - czy to by go ucieszyło?

 

Ruscy podróżnicy

 

Jak już wspomniano, Nikitin nie stanowił wyjątku wśród mieszkańców Tweru, przyzwyczajonych do długich podroży, podobnie jak i jego relacja podróżnicza nie jest ewenementem w literaturze staroruskiej. Już sam jej tytuł - ,,Wędrówka...” (chozenije) stanowi odwołanie się do nazwy, jaka od XII wieku nadawano na Rusi opisom podroży. Jej mieszkańcy chętnie wyruszali w drogę, głownie na pielgrzymkę do miejsc świętych, takich jak Palestyna, Góra Athos czy Konstantynopol. Pierwszą relację ze swoich perygrynacji spisał ihumen Daniel, wędrujący w latach 1106 - 1108 po Ziemi Świętej. Jego napisany niezwykle żywo i zajmująco tekst kontrastuje z ,,Podrożą do Carogrodu” Dobryni Jadriejkowicza z Nowogrodu (około 1200 roku), stanowiącą suche i nudne wyliczanie przebytych miejscowości. Najazd mongolski zahamował na pewien czas pasje Rusinów do poznawania świata i kolejne opisy podroży zaczęły się pojawiać w XIV wieku, odbywane głownie przez osoby świeckie i w celach handlowych (np. ,,Wędrówka do Carogrodu” Stefana Nowogrodzianina z lat 1348 - 1349, pełna barwnych opisów świątyń i dziel sztuki) lub ,,dyplomatycznych (diariusz poselstwa metropolity Izydora na sobór florencki 1439 roku, stanowiący pierwszy w literaturze staroruskiej opis podroży na Zachod). Nikitin, jako człowiek kulturalny i wykształcony (posiadał księgi rękopiśmienne!) z całą pewnością musiał wszystkie te relacje znać i studiować, choć jego dzieło zostało napisane w sposób wysoce oryginalny, niezwykle lekkim, barwnym piórem, bez wszelkiego schematyzmu,  za pomocą prostego języka mówionego z dodatkiem licznych wtrętów w języku perskim i tureckim, dzięki którym mógł nazwać widziane przez siebie nieznane na Rusi rzeczy, ale także zapisywać opinie niewygodne (np. o ruskich bojarach) czy żenujące dla siebie (np. o swoich stosunkach z indyjskimi kobietami).

 

Cudzoziemcy w Indiach

 

,,Wędrówka za trzy morza” stanowi kolejny dowód na fascynacje świata Indiami, sięgającą już czasów starożytności. Pierwsze jej świadectwa pochodzą z VI - V wieku p.n.e. i są dziełem Greków. Jeden z nich, marynarz o imieniu Skylaks na polecenie króla perskiego Dariusza I badał w latach 522 - 486 p.n.e bieg Indusu i pozostawił fantastyczne bajki o miejscowych ludach, którzy poruszają się skacząc na gigantycznej stopie lub owijają się dla ciepła swoimi ogromnymi uszami. Tego typu fantastyka przemawiała do ludzi jeszcze przez kilkanaście wieków, wierzyli w nią nawet uczeni, jak np. nasz Marcin Bielski. Bardziej godny zaufania Herodot, choć sam do Indii nie dotarł, spisywał jednak opowieści Indusów służących w wojskach perskich, od których dowiedział się, że są oni bardzo liczni, wojowniczy, mówią wieloma językami i noszą ubrania z ,,owoców jakiegoś drzewa” - zapewne chodziło o bawełnę. Wszystkie takie najdawniejsze opowieści ukształtowały w umysłach starożytnych stereotypowy obraz Indii jako dalekiego, egzotycznego kraju, zamieszkałego przez niezliczoną ludność, niezmiernie bogatego i wyjątkowego, w którym wszelkie cuda i niepodobieństwa są możliwe. Nieco bardziej konkretne wiadomości przyniósł Europie Aleksander Wielki, przebywający w Indiach w latach 327 - 325 p.n.e. Macedoński władca dotarł na tereny obecnego Pendżabu, gdzie zetknął się z niesłychaną bujnością przyrody, trudami pory deszczowej, czyli monsunu i z.... buntem swych żołnierzy, którzy mieli już dość ciągłej wędrówki po świecie i pragnęli wrócić do domów. Pod wpływem ich żądań, a także potęgi indyjskiego państwa Magadha Aleksander podjął w lipcu 326 r.p.n.e odwrót. Jego bytność w Indiach pozwoliła na zetknięcie się ze sobą świata hellenistycznego i indyjskiego, ale na Indiach spotkanie to nie wywarło wielkiego wrażenia, a bramini wręcz nie znosili Greków i obrzydzali im do reszty pobyt w swojej ojczyźnie - mimo to jeden z towarzyszy Aleksandra, Nearchos zdołał zbadać ujście Indusu. Po śmierci macedońskiego władcy kontakty z Indiami starało się podtrzymywać państwo Seleucydow, których poseł Megastenes przebywał w 312 r.p.n.e na dworze cesarza Magadhy Czandragupty Mauri, dziadka słynnego imperatora Aśoki, piewcy tolerancji, humanitaryzmu i pacyfizmu. Wzajemna łączność Europy i Indii trwała do upadku państw hellenistycznych, potem nastąpiło kolejne odcięcie, sprzyjające snuciu legend i fantastycznych opowieści. Nieliczni europejscy śmiałkowie, pragnący podążyć na Wschód, docierali najwyżej do Palestyny i nawet nie myśleli o przedostaniu się do Indii, w czym wydatnie mogliby im przeszkodzić Mongołowie, a następnie Turcy. Chlubny wyjątek stanowili jedynie mieszkańcy Rusi, którzy odznaczali się wyjątkową przedsiębiorczością i ciekawością świata poza Uralem. W celu zaspokojenia swoich zainteresowań rozpoczęli handel ze Wschodem, wyprawiając się karawanami do Samarkandy w Azji Środkowej i Persji, przywożąc tkaniny lniane, futra i skory, a wywożąc perły i inne kamienie szlachetne, brokaty, mydła, balsamy, pachnidła, pieprz, goździki. Tak postępował również Atanazy Nikitin, wielokrotnie jak się zdaje przemierzający te trasę i znający miejscowe języki, traktując swoje wyprawy jako środki do bogacenia się i przysparzania bogactwa Rusi. Tylko on jeden postanowił jednak ruszyć dalej i dotrzeć do tajemniczych Indii, jak wyznał szczerze z biedy (widocznie tym razem nie powiodło mu się w Persji, a przecież za coś wrócić musiał), a także zachęcony przez kupców perskiego miasta Ormuz, zapewniających go, że w Indiach się wzbogaci - Nikitin pojechał i ,,patriotycznie” się rozczarował, stwierdzając, że tutejszymi towarami nie przysporzy raczej bogactwa umiłowanej Rusi. Swój zawód wyraził w pełnych złości słowach: ,,Okłamali mnie psy bisurmanie, opowiadali, że tu wiele towaru dla nas, tymczasem nic nie ma dla naszego kraju”, a po przyjeździe do Indii wyładowywał wściekłość, potępiając w czambuł wszystko, co tu zastał: ,,Wszelki ich towar to hindustański. A do jedzenia same jarzyny. Dla ruskiej ziemi nic tam nie ma. Ludzie sami czarni, a wszystko to łajdaki, a kobiety wszystkie ladacznice, czarownice, złodziejki, ziołami trujące gospodarzy [tj. swoich mężów]”. Na szczęście prędko się opanował i zaczął prowadzić dokładniejsze obserwacje, co zaowocowało powstaniem wspaniałego, wnikliwego dzieła, pełnego sympatii dla miejscowego ludu. Z pewnością jednak, gdyby jakiś człowiek Zachodu porozmawiał z Nikitinem po kilku pierwszych dniach jego pobytu w Indiach, nie uwierzyłby mu, że nie ma tu dobrych towarów. Europa, całkowicie od Indii odcięta, wciąż snuła fantazje o niesłychanych bogactwach tej krainy, a także narzekała na wysokie ceny pochodzących stamtąd przypraw i pachnideł, sprzedawanych przez muzułmańskich kupców po horrendalnych cenach. Ponieważ osobisty handel drogą lądową był z powodu Turków niemożliwy, Europejczycy postanowili dotrzeć do Indii drogą morską. Cierpliwe starania zostały uwieńczone wspomnianych już przybyciem Vasco da Gamy do portu Kallikat w 1498 roku, prawie trzydzieści lat po wyjeździe Nikitina.

 

Droga do Indii

 

Jak przebiegała podroż rosyjskiego kupca? Można ją podzielić na trzy etapy - perski, indyjski i powrotny, wiodący ponownie przez Persję. Wszystko zaczęło się w 1466 roku, kiedy to do wielkiego księcia moskiewskiego przybyło poselstwo od szacha Szyrwanu (obecnie jest to cześć Azerbejdżanu) z hojnymi darami. Zgodnie z zasadami grzeczności moskiewski władca powinien się odwdzięczyć, co też uczynił posyłając szachowi w darze 90 sokołów. Na czele poselstwa do Szyrwanu stanął niejaki Wasilij Papin. Nikitin, dowiedziawszy się o tym, postanowił przyłączyć się do posła i wraz z nim odbyć podroż, która przez to stawała się o wiele bezpieczniejsza. Prędko zgromadził pewne towary (nie wspomniał dokładnie jakie) i pobłogosławiony przez twerskiego władykę w czasie nabożeństwa w soborze Zbawiciela wyruszył, aby przyłączyć się do poselskiego orszaku. W Moskwie spotkała go jednak przykra niespodzianka, okazało się bowiem, że posłowie już wyruszyli. Niezrażony, przyłączył się do karawany kupieckiej, udającej się w drogę pod opieką posła tatarskiego i stanowiących ochronę ,,Tezików”, czyli Tadżyków. Podroż w dół Wołgi zakończyła się jednak niezwykle pechowo - zostali obrabowani w Astrachaniu, następnie przeżyli burzę na Morzu Kaspijskim, a na koniec ponowny rabunek, w trakcie którego kilku członków karawany dostało się do niewoli. Nikitin postradał wówczas swoje cenne księgi rękopiśmienne, nad czym do końca wyprawy nieustannie bolał, gdyż nie mógł stosować się do chrześcijańskiego kalendarza i obchodzić świat we właściwym terminie (widocznie więc w jego księgach znajdował się kalendarz i modlitewniki), co będzie dla niego stanowić ciągłe zmartwienie i nieustające wyrzuty sumienia. Już podczas pobytu w Indiach skarżył się: ,,O Wielkim Dniu Zmartwychwstania Chrystusa nic nie wiem, zgaduję wiele oznak; wiem, że Wielkanoc bywa wcześniej od bajramu [święto muzułmańskie] o dziewięć czy dziesięć dni. A nie mam nic przy sobie, żadnej książki; co zabraliśmy z sobą z Rusi, to kiedy mnie ograbili, wzięli. A sam już zapomniałem całej wiary chrześcijańskiej i chrześcijańskich świat, ani wiem, kiedy Boże Narodzenie, ani kiedy Wielki Dzień, nie znam środy ani piątku. I wśród wiar obcych błagam Boga, żeby miał mnie w opiece”. Niewątpliwie przesadzał mówiąc, że zapomniał swojej religii, zdawał sobie jednak sprawę, jak trudne jest stosowanie się do jej nakazów w obcym kraju i nieświadomie układał niekiedy swoje modlitwy na wzór muzułmańskich namazów - taka też modlitwą, zapisaną w języku perskim i zaczynającą się od słów ,,W imię Boga Miłosiernego i Litościwego”, stanowiącą dokładne powtórzenie modłów islamskich, kończy się jego pamiętnik.

 

Ocaliwszy się przed niewolą, ale doszczętnie ograbiony, dotarł Nikitin do miasta Derbeń nad Morzem Kaspijskim, gdzie zastał moskiewskiego posła Papina, z którym pierwotnie zamierzał ruszyć w drogę. Z pomocą jego i Hasan - beka, wracającego z Moskwy posła szacha Szyrwanu, udało się Nikitinowi wydobyć z niewoli tatarskiej porwanych towarzyszy, którzy w przeważającej większości, mając dość przygód, powrócili do domów. Kupiec z Tweru jednak nie zrezygnował i udał się dalej w głąb Persji. Zapewne nie czynił tego po raz pierwszy, skoro dobrze znał miejscowy język, posiadał tam wielu znajomych, którzy potem pomagali mu nawet w Indiach, a także nie poświęcił Persji ani jednego słowa w swoim dzienniku oprócz wymieniania miast przez które przejeżdżał, co dowodzi, że było mu to wszystko już tak dobrze znane i nawet nudne, że nie chciał się rozpisywać. Po przebyciu terenów dzisiejszego Iranu dotarł do miasta Ormuz nad Zatoką Perską. Ponieważ, jak się wydaje tym razem nie zarobił dużo, a nawet poniósł znaczne straty (o czym jednak w dzienniku nie pisze), uległ namowom miejscowych kupców i postanowił wybrać się do zupełnie sobie nieznanych Indii, czego początkowo gorzko żałował. Przebywszy w ciągu trzydziestu dni  Ocean Indyjski na płaskim statku zwanym ,,tawa” (słowo pochodzi z języka marathi), zobaczył ze statku miasto Diu w Gudżaracie, którego nazwę zapisał jako ,,Dieg” lub ,,Dega”; nie wylądował w nim jednak i popłynął na północ do Kambaju, gdzie zobaczył pierwsze produkty indyjskie - indygo, które nazwał farbą i lakę. Następnie ponownie wsiadł na statek i po sześciu tygodniach podroży znalazł się w Czaulu (dziś już nie istnieje), mieście położonym niedaleko od współczesnego Bombaju. Tutaj ostatecznie wysiadł na lad i rozpoczął swoje obserwacje nieznanego i interesującego kraju. Przyłączył się do miejscowych kupców i wraz z nimi podróżował po Indiach, odwiedzając liczne miejscowości i handlując z ich mieszkańcami, a przy okazji wszystko oglądając.

 

Hinduiści i muzułmanie

 

Przybywając w 1469 roku do Indii na teren Dekanu Nikitin natrafił na niezwykle ciekawą epokę w historii. Jak sam zauważył, ludność zamieszkująca te tereny była niesłychanie zróżnicowana, zamieszkiwali ją bowiem ciemnoskórzy i niewysocy Drawidowie, wyznający hinduizm (nazywani przez Nikitina czarnymi i kafirami, czyli niewiernymi z punktu widzenia wyznawców islamu, choć wkrótce, zorientowawszy się w sytuacji nazwie ich Indianami, czyli mieszkańcami Indii i obdarzy wielką sympatią), przybysze z północy, czyli Ariowie - o jaśniejszej skórze i także wyznający hinduizm oraz wyznawcy islamu - zarówno pochodzenia afgańskiego, jak i tureckiego i mongolskiego. To właśnie oni stanowili miejscową arystokrację i rządzili ciemnoskórymi Drawidami, żyjącymi w nędzy i poniżeniu. Miało to związek z trwającym już od dłuższego czasu podbojem hinduistycznych Indii przez muzułmanów, który w rezultacie doprowadził w ciągu wieków do powstania w tym kraju dwóch społeczności - indyjskiej i muzułmańskiej, które współistniały obok siebie, a za czasów Brytyjczyków, skonfliktowane przez nich w wysokim stopniu dzięki istniejącym miedzy nimi urazom, zapłonęły do siebie w XX wieku tak wielką nienawiścią, że rozpoczęły wzajemne rzezie. Ich kres miał przynieść - choć nie przyniósł - podział kraju w 1947 roku na Indie i Pakistan; dwa państwa połączone niezliczonymi więzami wspólnej kultury i tradycji, lecz stanowiące swoich zakamieniałych wrogów, których nieustający zimny konflikt zagraża pokojowi w Azji.     

 

Pierwsze muzułmańskie najazdy na Indie miały miejsce w 1001 roku, kiedy to zaatakowany został Pendżab. W 1206 roku powstało pierwsze wielkie państwo muzułmańskie w Indiach, czyli sułtanat delhijski. Bezwzględnemu często podbojowi towarzyszyła grabież dóbr materialnych ludności i niszczenie świątyń hinduistycznych, co w opinii wyznawców Allaha miało stanowić miły Mu czyn. Hinduistów określono mianem ,,chiradż guzar”, czyli płacących daninę i traktowano pogardliwie. Według relacji miejscowego kronikarza wydano zarządzenia, że ,,jeżeli urzędnik podatkowy [rzecz jasna muzułmański] zażąda od nich [hinduistów] srebra, powinni bez gadania i z głęboką pokorą i szacunkiem oddać złoto. A jeśli poborca podatkowy zechce napluć im w twarz, powinni wtedy otworzyć swe usta. Tak czyniąc Hindus wykazuje swa pokorę, posłuszeństwo i szacunek”. Na północy Indii wprowadzono nawet prawo, że muzułmanin napotkawszy hinduistę może użyć go jako swojego wierzchowca. Takie wieści przenikały naturalnie na południe do Dekanu, który broniony przez pasma górskie długo opierał się muzułmańskim najazdom, aż przyszedł rok 1294, w którym musiał ulec potędze przeciwnika. Wyznawcy Allaha zapanowali więc nad Dekanem, ale zaczęli się już wykazywać większym opanowaniem i rozpoczęli współprace z zamieszkującymi tam hinduistami (możliwe że z powodu sąsiadującego z ich nowymi podbojami hinduistycznego potężnego państwa Widżajanagar, które chętnie przeciągnęłoby na swoją stronę współwyznawców arystokratów).  Zapanowała chociaż formalna tolerancja religijna, co wyrażało się w demonstrowaniu przez muzułmanów szacunku do braminów. Naturalnie tolerancja rozciągała się na wyższe warstwy hinduistycznego Dekanu, podczas gdy zwyczajna ludność często cierpiała obelgi i zmuszona była płacić podatki zarówno muzułmańskim władcom, jak i miejscowym radżom, stąd żyła praktycznie w nędzy, co zaobserwował Nikitin.

 

Państwo Bahmanidów

 

Rosyjski kupiec przybył do Dekanu w niezwykle ciekawym momencie historycznym. Istniało tam wówczas tzw. państwo Bahmanidow, w dużym stopniu niezależne od sułtanatu delhijskiego. Założycielem dynastii był niejaki Abu’l Muzaffaar Ala ad - Din Bahman Szach, obwołany sułtanem 3 sierpnia 1347 roku. Ten niezwykle utalentowany wódz i znakomity władca podzielił swój kraj na cztery prowincje zwane tarafami, a swoją stolicą ustanowił miasto Gulbarga. W chwili przyjazdu Nikitina w 1469 roku panował właśnie młodziutki władca Mahmud III (1463 - 1482), liczący sobie wówczas piętnaście lat. Faktyczne rządy sprawował Khwaja Mahmud Gawan, znany także jako Melik-ut-Tudżdżar, a przez Nikitina zwany Meliktuczarem. Ten znakomity człowiek, zaliczany do najwspanialszych postaci muzułmańskich Indii, zaczynał karierę za panowania słynnego z okrucieństwa sułtana Humajana Bahmanidy (1457 - 1461). Prędko zdobył sobie zaufanie dworu, a po wstąpieniu w 1463 roku na tron dziewięcioletniego Mahmuda III faktycznie rządził krajem. Będąc z pochodzenia Persem, otaczał się chętnie swoimi rodakami i zachęcał ich do przyjazdu do Indii, wywołując ogromne niezadowolenie miejscowych możnych muzułmańskich i hinduistycznych radżów, którzy ostatecznie oczernili go przed sułtanem i doprowadzili do jego egzekucji w 1481 roku. Zaledwie rok później, Mahmud III, nieudolny i zagubiony w meandrach rządzenia, zmarł z przepicia w wieku zaledwie 28 lat.

 

Sytuacja wewnętrzna państwa Bahmanidow była wiec nadzwyczaj skomplikowana, zamieszkiwała je także bardzo zróżnicowana ludność - hinduiści pochodzenia drawidyjskiego stanowiący społeczne doły, hinduistyczna elita, muzułmanie z północy, a wiec z terenu sułtanatu delhijskiego oraz muzułmanie z Persji, sprowadzani przez Melik-ut-Tudżdżara. Do takiej rzeczywistości trafił odważny kupiec twerski i właśnie ją miał zgłębiać przez trzy lata pobytu. Jako cudzoziemiec niemuzułmanin mógł według prawa przebywać w Indiach tylko przez rok za opłatą, a po upływie tego terminu powinien albo przyjąć islam i zostać na dłużej, albo wyjechać, a gdyby tego nie zrobił, groziło mu sprzedanie w niewolę. Na szczęście dla Nikitina wykonanie tego prawa nikomu serio nie przychodziło do głowy, ale i tak napotkał pewne trudności na początku pobytu, a to wszystko z powodu swojego...konia. Ponieważ, jak sam napisał ,,nie rodzą się konie w ziemi indyjskiej, rodzą się tam tylko woły i bawoły”, jeden z miejscowych możnych, zwany przez twerskiego kupca ,,chanem”, skuszony widokiem pięknego rumaka, o którego tak było trudno, zabrał mu go, stwierdzając, że odda go i dołoży jeszcze ,,tysiąc złotych”, jeśli Nikitin przyjmie islam, w przypadku odmowy nasz podróżny miał konia nie tylko nie odzyskać, lecz także zapłacić chciwemu ,,chanowi” owe tysiąc złotych. Załamany Nikitin poszedł po rozum do głowy i poprosił o pomoc jednego ze swoich znajomych, Persa, zwanego przez niego Chorasanem (od nazwy jednego z regionów Persji) i wnet rumaka odzyskał. Był to jednak przypadek odosobniony i kupiec jako chrześcijanin cieszył się pewnym szacunkiem wśród muzułmanów, czego nie dało się powiedzieć o ich stosunku do hinduistów, co potem sam Nikitin z oburzeniem zauważał. Sam uchodził wśród miejscowej ludności za ,,Chorasana”, co w jego terminologii oznaczało zarówno Persa, jak i muzułmanina i występował jako Yusuf Chorasani, dopiero później, zbliżywszy się do ludności hinduistycznej zdradził nowym przyjaciołom prawdziwe nazwisko i wyznanie, co bardzo mu pomogło w kontaktach z nimi, gdyż chrześcijanie cieszyli się wśród hinduistów dużą sympatią i poważaniem, będąc obecni w Indiach już od I wieku naszej ery (według legendy działał tam sam św. Tomasz). Jako niemuzułmanin miał łatwiejszy dostęp do ludzi, którzy mu zaufali i jak napisał: ,,Odtąd już się przede mną nie kryli ani co do jedzenia, ani co do handlu, ani co do namazu [czyli modlitw: Nikitin użył tu słowa z terminologii islamskiej], ani tez żon swych nie chowali”.

 

,,Dziwy indyjskie”

 

Czym zajmował się twerski kupiec w Indiach? Musiał jakoś zarabiać na życie i prawdopodobnie robił to, co potrafił najlepiej, czyli handlował. Przemierzał kolejne wsie i miasteczka poszukując towarów. W jego dziennik wplecione są szczegółowe informacje o rodzajach dóbr dostępnych w danych miejscowościach i ich cenach. Niestety, nie powodziło mu się dobrze, skoro wciąż skarżył się, że mimo bardzo skromnego sposobu życia (np. odmawiał sobie miodu i wina) bez przerwy cierpi na brak pieniędzy. Czas wolny wykorzystywał na baczne obserwowanie kraju i spisywanie swoich wrażeń. A obserwacje to niebagatelne, obejmujące wszelkie aspekty ówczesnego życia w Indiach - ludności, podziałów społecznych, gospodarki, religii, mody i ubiorów, spraw wojskowych, obyczajów, a nawet baśni i legend.

 

Pierwszą rzeczą, która uderzyła Nikitina w Indiach była niezwykłe zaludnienie tego kraju. Stwierdził z podziwem: ,,Wszystkie kobiety brzemienne, rodzą dzieci co rok i dzieci mają dużo; a wszyscy silni”. Uderzył go kolor ich skory: ,,A męże i niewiasty - wszystko to czarne. Gdzie tylko pójdę, ludzi za mną mnóstwo: dziwują się białemu czlowiekowi”. Oczywiście mówił to wyłącznie w odniesieniu do miejscowej ludności hinduistycznej pochodzenia drawidyjskiego, zauważając różnicę w wyglądzie Chorasanow, jak określił wszystkich wyznawców islamu, a nie tylko tych, którzy przybywali z Persji, odznaczających się jaśniejszą cerą, wysokim wzrostem i smukłością. Na pochwałę Nikitina zasługuje fakt, że nigdy, ani przez chwilę, nie żywił rasistowskiej pogardy do ciemnoskórych hinduistów, czego nie potrafili się niestety ustrzec wyznawcy Allaha. Jego tolerancja została jednak wystawiona na ciężką próbę w jednym tylko punkcie, a mianowicie ubioru. Pisze z wyraźnym zgorszeniem: ,,Ludzie wszyscy chodzą nago, głowa nie nakryta, piersi obnażone, a włosy splecione w jeden warkoczyk”. Gorący klimat nie stanowi dla niego żadnego usprawiedliwienia dla takiej mody, potępia ją surowo i czuje się osobiście urażony takim bezwstydem. Szczególnie godne nagany wydają mu się kobiety, które wkrótce po przybyciu do Indii wyzwał od ladacznic i złodziejek. Możliwe, że napotkał takie w trakcie swych wędrówek, musiał jednak poznać i kilka szanowanych żon i matek, jednakże wcale o tym nie wspomina. Wydaje się, że nawet nie szukał z nimi znajomości i zadowalał się towarzystwem pań lekkich obyczajów. Wspomina: ,,W ziemi indyjskiej przyjezdni kupcy zatrzymują się w zagrodach, jeść gotują gościom gospodynie, ścielą im posłania i śpią z nimi. Chcesz mieć stosunek z jedną lub drugą, dasz dwa szetele [drobna moneta], nie chcesz - dasz jednego szetela; przecież to kobietka - przyjaciółka, a mieć stosunek to darmo [czyli nic wielkiego, rzecz normalna]; lubią białych ludzi”. Całkiem prawdopodobne, że nasz podróżnik korzystał często z usług tych pań; na jego nieczyste sumienie w tym względzie wskazuje fakt, że cały właśnie zacytowany fragment, a także swoje zwierzenia, że w okresie, który wyliczył sobie jako Wielki Post starał się unikać stosunków z kobietami, zapisał w niezbyt poprawnym języku tureckim, jakby w obawie, aby ktoś na Rusi jego wstydliwych zwierzeń nie przeczytał.

 

Bogactwo i nędza

 

O wiele bezpieczniejszym przedmiotem zainteresowania okazała się społeczna sytuacja kraju. Z łatwością dało się zauważyć przepaść dzielącą ludność hinduistyczną od muzułmańskiej elity: ,,Książęta w ziemi indyjskiej to sami Chorasanie [czyli muzułmanie] i wszyscy bojarowie Chorasanie (...). Jeżdżą ludźmi [tzn. są noszeni w lektykach] (...). A Hindustańczycy wszyscy chodzą piechotą, wszyscy nadzy i bosi”. Podziały są widoczne także w wojsku; jak zauważa Nikitin ,,bitwa ich to słonie, na przedzie puszczają pieszych, za nimi Chorasanie konno i w zbrojach, konie także opancerzone”. W innym miejscu powtarza znowu: ,,Kraj jest ogromnie ludny; wiejscy ludzie wszyscy bardzo ubodzy, bojarowie zaś potężni i wspaniali. Noszą ich na łożach ze srebra, a prowadzą przed nimi do dwudziestu koni w złotej uprzęży, za nimi trzystu ludzi konno, pięciuset pieszo, trębaczy dziesięciu (...). Gdy zaś sułtan wyjeżdża dla rozrywki z matką i z żoną, to z nim dziesięć tysięcy konnych, pięćdziesiąt tysięcy pieszych, dalej prowadzą dwieście słoni przybranych w złocony rynsztunek; przed nim stu trębaczy i stu tancerzy, trzysta zwykłych koni w złotej uprzęży, a i małp sto, i sto nałożnic”. Wydaje się, że sam Nikitin był świadkiem takiego widowiska i opisał go zgodnie z prawdą. Nie udało mu się natomiast zobaczyć dworu z bliska, gdyż nie mógł się tam dostać, zanotował wiec tylko to, co słyszał: ,,Do pałacu sułtańskiego prowadzi siedmioro wrót (...). Garpiów [czyli z arabska cudzoziemców] do grodu nie puszczają. Pałac sam zaś jest cudny wielce, wszystko tam rzeźbione i złocone, najdrobniejszy kamień złocony jest i zlotem malowany przepięknie, a w pałacu pełno przeróżnych naczyń”. Przepych ten robi wrażenie nawet dzisiaj i wprost trudno uwierzyć, że zaraz po wyjeździe twerskiego kupca w 1472 roku w Dekanie zapanował straszliwy, trwający blisko trzy lata głód, który spowodował masową emigrację ludności i rozpad państwa Bahmanidów na piec skłóconych części, podbitych w 1527 roku przez Wielkich Mogołów. Ostatni sułtani z dynastii Bahmanidów zmarli na wygnaniu. Nikitin nie przewidywał tak gwałtownego końca imperium, przeżywającego rozkwit na jego oczach i z pewnością zdziwiłby się, gdyby mu o tym powiedziano.

 

Twerski kupiec, podróżując po kraju, pilnie przypatrywał się życiu zwykłych ludzi. Zanotował skwapliwie, że ,,orzą i sieją pszenicę, tuturgan [ryż] i nogut [groch], i wszelakie płody. Wino robią z wielkich orzechów, trzymają w skórzanych workach hindustańskich, piwo robią z soku palmowego”. Prędko zwrócił uwagę na obyczaje ludności wyznającej hinduizm, gdyż muzułmanie byli mu już doskonale znani i nie wzbudzali zainteresowania. Zauważył i potępił zdecydowanie pogardę okazywaną miejscowej religii przez muzułmanów, wypowiadając niezwykle znamienne zdanie: ,,A prawdziwą wiarę Bóg [tylko] zna...”, co jak na ówczesne czasy było stwierdzeniem wręcz rewolucyjnym. Właśnie w tym czasie Moskwa zaczęła mówić o sobie jako o jedynym kraju na świecie wyznającym prawdziwą chrześcijańską wiarę, można wiec sobie tylko wyobrazić, jak musiała ona potępiać inne, niechrześcijańskie; tymczasem Nikitin był jak najdalszy od wszelkiego fanatyzmu. Tak o tym pisał Marian Jakóbiec: ,,Zasługuje na uwagę wyjątkowa dla owych czasów tolerancja Atanazego Nikitina dla innych religii, z którymi się stykał w czasie swoich wędrówek. Nie do pomyślenia w którymkolwiek zabytku epoki są rzucone tu mimochodem słowa << A prawdziwą wiarę...>>. Sam mimo gorącego przywiązania do swojej wiary rozumie, jak trudno jest zachować swą religię w obcym otoczeniu. Charakterystyczne są modlitwy włączone w tekst pisane w zepsutej turecczyźnie z domieszką wyrazów arabskich i perskich, niekiedy z wymienieniem Allaha. Modlitwą taką  kończy się też pamiętnik”. Owa tolerancja narasta z czasem;  kiedy przybywa do Indii, pełen jest muzułmańskich uprzedzeń o ,,kafirach”, którzy ,,rozbójnictwem się trudnią i nie są oni ani chrześcijanie, ani bisurmanie [czyli muzułmanie], a modlą się do kamiennych bałwanów i Chrystusa nie znają”. Pobyt w Indiach zmienia jego nastawienie i wzbudza szczerą chęć dowiedzenia się czegoś więcej o religii hinduistycznej. Tu jednak pojawiają się niespodziewane trudności. Nikitin nie jest pewny, ile właściwie religii wyznają Indusi i zapisuje z widocznym wahaniem: ,,Wiar w Indii jest osiemdziesiąt i cztery.... wiara z wiarą ani je, ani pije, ani się żeni”. Oczywiście chodziło mu o system kastowy, którego jednak nie przeniknął i nie zrozumiał, aczkolwiek trafnie opisał związane z nim rygory: ,,Nie jedzą Hindusi żadnego mięsa; ani cielęciny, ani baraniny, ani kur, ani ryb, ani wieprzowiny, chociaż trzymają wieleświn. Jadają dwa razy dziennie, a w nocy nie jedzą. Wina nie piją ani miodu; z bisurmanami ani jedzą ani piją (...). Jedzą wszystko prawą ręką, lewą nic nie ujmują [uważana jest za nieczystą], noża nie trzymają i łyżki nie znają. W podroży każdy sam sobie warzy kaszę i ma swój osobny garnek. Od bisurmanów się kryją, żeby nie zajrzał im w garnki albo w jedzenie, a niech tylko bisurmanin spojrzy, on już nie je”. Z uwagą przyglądał się modlitwom (,,Namaz swój odprawiają zwróceni na wschód, po rusku, obydwie ręce podnoszą i kładą sobie na ciemię, padają plackiem i ciągną się całym ciałem po ziemi; to są ich pokłony”), a także daje świadectwo czci okazywanej krowom: ,,Hindusi zowią wołu ojcem, a krowę matką; na ich gnoju pieką chleb i gotują jedzenie, popiołem zaś nacierają sobie twarz i czoło i na całym ciele smarują sobie swoje znaki [chodzi o znaki przynależności kastowej]”. Jeśli chodzi o głębsze badania teologiczne, to nie powiodły się one Nikitinowi, skoro zapisał, że mieszkańcy Indii wierzą w Adama. Zapewne jego indyjscy znajomi starali się przybliżyć mu pojęcie atmana, jednak nie udało się to ze względu na bariery językowe (Nikitin nie poznał żadnego z indyjskich języków). Dał jednak dowód swojej tolerancji i pasji badawczej wybierając się do świątyni bogini Parwati, małżonki Siwy. Sanktuarium określił mianem ,,ich Jerozolimy” i zachwycał się jego pięknem, oglądając z zaciekawieniem ,,buty”, czyli posagi indyjskich bogów (słowo pochodzi od ,,bhuta”, czyli nazwy nadawanej przez muzułmanów świątyniom hinduistycznym). Badacze przypuszczają, że odwiedził świątynię w Ellorze, słynną z wykutych w skale gmachów - wskazuje na to sam jego opis: ,,Butchana [świątynia] jest bardzo wielka, będzie z pół Tweru, murowana, a na niej wyrzeźbione czyny Buta [czyli jak można się domyślić owego Adama, w którego wierzyć kazał hinduistom]”. Wśród licznych wizerunków ,,postaci, w jakich But się im objawił” dostrzegł figurę ,,człowieka, ale nos słonia”, czyli słynnego boga Ganesię, syna Śiwy, przedstawianego z głową słonia o nadłamanym prawym kle, który uszkodził sobie spisując z pośpiechem tekst ,,Mahabharaty” pod dyktando mędrca Wjasy - według wierzeń hinduistycznych modlitwa do niego usuwa wszelkie przeszkody. Po modłach w świątyni, które przyrównywał do prawosławnych (pokłony, śpiewy) wziął udział w wielkim festynie i jarmarku, życzliwie witany przez wszystkich. Owa bliskość pozwoliła mu na zaobserwowanie wielu obyczajów, które skrupulatnie zapisywał, podając m.in., że ,,gdy mają siadać do jedzenia, niektórzy myją ręce i nogi, a usta płuczą. Umrze kto z nich, tych spalą, a popiół sypią do wody. Żona rodzi, to dziecko przyjmuje mąż; synowi daje imię ojciec, córce matka; kto przychodzi albo odchodzi, kłania się jak zakonnik, rękoma dotyka ziemi, a nic nie mówi”.

 

Nikitin był z natury racjonalistą i człowiekiem trzeźwo myślącym, nie poddawał się wierze w cudowności możliwe do napotkania w Indiach, o których z takim zapałem pisali inni podróżnicy. W jego pamiętniku napotykamy jedynie na opisy tego, co sam widział; w jednym jednak przypadku nie potrafił się powstrzymać, opisując małpie państwo. Małpy w Indiach były zawsze szeroko rozpowszechnione i czczone - jedną z najpopularniejszych postaci hinduistycznej mitologii jest Hanuman, towarzysz Ramy i jeden z bohaterów eposu ,,Ramajana”, będący właśnie małpim królem. Być może do Nikitina dotarły opowieści o nim i zainspirowały do powtórzenia legend o małpach mieszkających ,,w górach albo na skalach” i szanowanych głęboko przez ludzi, którzy nie śmieją uczynić im krzywdy, gdyż ,,kiedyby je kto krzywdził, one zaraz skarżą się swemu księciu, a on posyła przeciwko nim [ludziom] wojsko i kiedy przyjdą na miasto, poburzą domy, ludzi pobija”. Jest to bodaj jedyny przypadek, w którym twerski kupiec relacjonuje coś, czego osobiście nie sprawdził.

 

Powrót do domu

 

Po trzech latach pobytu w Indiach, a sześciu w podroży Nikitin zapragnął powrócić do ojczyzny, za którą bezustannie tęskni. Znamienne, że dla niego domem nie jest tylko Twer, lecz cała Ruś, jest absolutnie ruskim patriotą i postrzega swój podzielony przecież kraj jako jedność. Oddalony od niej pisze z uczuciem: ,,Ziemię ruską niechże Bóg chroni. Chrońże ją, Boże! Nie ma na świecie ziemi jej podobnej, nie ma drugiej takiej jak ona, chociaż bojarowie ziemi ruskiej nie są sprawiedliwi (ten urywek napisał po turecku, zapewne dla uniknięcia problemów po powrocie). Niech się dobrze rządzi ziemia ruska i niech będzie w niej sprawiedliwosc!”. Tęsknił coraz bardziej i pragnął powrócić, choć nie udało mu się zrealizować tego, o czym marzył, czyli przywieźć wielkich bogactw i przysłużyć się w ten sposób ojczyźnie. Wydaje się, że w Twerze nikt na niego nie czekał (ani razu nie wspomniał o swojej rodzinie, można więc przypuszczać, że był człowiekiem samotnym), ale pragnął się tam znaleźć jak najprędzej; był już zapewne człowiekiem starszym (ponownie nigdzie nie wspomina o swoim wieku, ale biorąc pod uwagę jego doświadczenie, wykształcenie, przedsiębiorczość, obrotność i wzbudzany przez niego szacunek z pewnością nie był młodzieniaszkiem). W czasie Wielkanocy 1472 roku podjął decyzję o wyruszeniu w drogę powrotną, zwiedziwszy jeszcze przed wyjazdem kopalnie diamentów w Golkondzie i zakupiwszy tam kilku kamyczków. Dotarłszy na wybrzeże Oceanu Indyjskiego, ponownie wsiada na statek i po upływie dwóch miesięcy dociera do Maskatu w dzisiejszym Omanie (unikając po drodze rabunku ze strony abisyńskich piratów poprzez złożenie im hojnego okupu - możliwe że właśnie tych wiezionych na Ruś diamentów). Po przejechaniu przez Persję z niejakim trudem (był niesłusznie podejrzewany o szpiegostwo) dopłynął nareszcie do Krymu, a stamtąd ruszył już stepami na swoją Ruś. Stanąwszy na ojczystej ziemi zapisał ze wzruszeniem ,,Łaską Boską przeszedłem trzy morza”, nie dane mu jednak było dotarcie do rodzinnego miasta. Według przekazów umarł pod Smoleńskiem. Pozostał po nim jego pamiętnik, dzieło absolutnie wyjątkowe. Jak stwierdził Marian Jakóbiec, Nikitin ,,był może jedynym ze współczesnych mu podróżników, którzy nie zdradzali zamiłowania do cudowności i jednym z nie tak licznych, którzy z prawdziwie ludzką sympatią patrzyli na lud hindustański”. Nigdy nie splamił się rasizmem i poczuciem wyższości wobec kultury indyjskiej, którym będą aż po nasze czasy grzeszyć Europejczycy, zaś nade wszystko pozostawił nam swój portret człowieka niepospolitego, odważnego, wnikliwego, utalentowanego, tolerancyjnego i pełnego sympatii i zadziwienia nad niezwykłością świata. W pełni zasługuje on na sławę, którą się dziś cieszy.     

Tagi: Podróże, Indie, Rosja, dziennik, Atanazy Nikitin
Komentarze
  • 2011.08.17
  • pMTXEvhrAvjnVCtL
nexium zoloft 4181 cialis >:-O
  • 2011.08.17
  • cFflbRVBjWfUkornD
  • 2011.08.19
  • GCdFoZROuCfv
  • 2011.08.20
  • rmiuuvXGEKYRy
  • 2011.08.20
  • JQooBQchOfX
  • 2011.08.22
  • IrFvjEHVVFqdTt
  • 2011.08.23
  • DmTMDmDBjghlgKn
valtrex 480 cymbalta whhb
  • 2011.08.23
  • LzzUeyJWmWXElYFnZ
  • 2011.08.23
  • YUUhyTabF
  • 2011.08.28
  • grMuPSfnT
  • 2011.08.30
  • NuTIEdGqSRPQalQj
  • 2011.09.01
  • qyqrvXPOAJdxBXG
  • 2011.09.02
  • cqHmkjXsLQBoYbKmTBu
Dodaj komentarz
Newsy
II Ogólnopolska Konferencja Naukowa Historii Starożytnej
Koło Naukowe Historyków Studentów UJ ma przyjemność zaprosić na II Konferencję Naukową Historii Starożytnej. Tematem przewodnim tegorocznej konferencji będą "Formy kultu w starożytności".
III Ogólnopolska Konferencję Naukową "Historia w Mediach"
Koło Naukowe Historyków Studentów UJ ma przyjemność zaprosić na III Konferencję Naukową "Historia w Mediach" która odbędzie się 18 i 19 marca 2010r. w Krakowie


Historia
Zapraszamy do korzystania z naszego portalu! Nadsyłajcie informacje o organizowanych przez Was debatach, panelach dyskusyjnych i ciekawych wykładach.
Nadsyłajcie teksty!