Historia Swiata - inny portal historyczny!

Wydarzenia, eseje, recenzje ksiazek, wywiady.



Droga do doktoraru w średniowieczu
  • 2010.03.12
  • typ: artykuł
  • Stanisław Witecki
zdjecie


Wbrew obiegowym opiniom szkolnictwo rzymskie nie upadło wraz ze zlikwidowaniem zachodniej części cesarstwa. Nastąpiło to, dopiero w wieku VI, po którym kultura europejska stała się słaba i zarezerwowana dla duchownej elity. Począwszy od VII w. sytuacja się jednak poprawiała, co zaowocowało renesansem karolińskim. Był on jednak, raczej odkryciem pisarzy wczesnośredniowiecznych i konserwacją dotychczasowego dorobku. Dopiero wiek XII był dla historii nauki i myśli przełomowy. Pojawiło się wtedy kilka zjawisk, które doprowadziły do prawdziwego intelektualnego renesansu.

Rozwinęły się demograficznie i kulturowo miasta, a dzięki wyprawom krzyżowym i rekonkwiście rozszerzyły się horyzonty przestrzenne i intelektualne. Uznano również za dopuszczalne korzystanie z dzieł arabskich, które zaczęto tłumaczyć na łacinę. Właśnie za pośrednictwem takich myślicieli jak Awerroes odkryto na nowo pisma filozofów antycznych, a przede wszystkim Arystotelesa. To wszystko zaowocowało powstaniem sprzyjających warunków kulturowych dla powstania szkół wokół wielkich wykładowców, np. Piotra Abelarda. Dla ludzi epoki rozkwitu średniowiecza typowe było zrzeszanie się, dlatego nie trzeba było długo czekać by społeczność naukowa, podobnie jak wszelkie inne środowiska miejskie, zaczęła organizować się w korporacje. Tak powstały uniwersytety, czyli cechy uczniów bądź profesorów. Nie trzeba oczywiście udowadniać, że to udziałem tych ostatnich był rozwój nauki, ale każdy wykładowca musiał być kiedyś studentem. Warto więc przyjrzeć się, jak wyglądała droga do doktoratu w średniowiecznej europie.

Pochodzenie społeczne studentów

Przyszli studenci pochodzili z wszystkich szczebli drabiny feudalnej. Najwięcej z nich należało niewątpliwie do dynamicznie rozwijającego się stanu mieszczańskiego. Nie stanowili oni statystycznej większości, ale przewyższali liczebnie pozostałe grupy. Uniwersytet wyrósł na glebie miast i z nich przede wszystkim rekrutowali się studenci. Byli to potomkowie doktorów, synowie bogatych kupców potrzebujący umiejętności zawodowych, wreszcie ci, którzy planowali karierę w administracji państwowej bądź kościelnej. Studiowali oni przeważnie prawo lub medycynę.

Drugą grupą byli członkowie rodzin monarszych i hrabiowskich. Większość z nich miała zapewniony dziedziczny urząd, toteż w szeregi uniwersytetów wstępowali młodsi synowie przeznaczeni na funkcje kościelne. Studiowali teologię, prawo kanoniczne lub filozofię. Począwszy od XIV wieku zaczęło być popularne wysyłanie na studia szlacheckich młodzieńców by nabrali ogłady i poszerzyli horyzonty. Kolejną grupę stanowili synowie średniozamożnej szlachty. Liczyli oni, nie na olśniewająca karierę, ale na solidny urząd administracyjny. Wybierali przeważnie prawo.

Liczna jest również grupa duchownych świeckich i zakonnych wysyłana na studia przez swoje zgromadzenie lub przełożonego. Zdarzało się zresztą, że nawet biskupi zostawali studentami. Duchownych podejmujących naukę na Uniwersytecie nie dotyczył obowiązek rezydencji, czyli przebywania na terenie własnej parafii czy też zgromadzenia zakonnego.

Wreszcie istniała nieliczna gruba synów chłopskich i plebejskich. Zasilali oni szeregi stypendystów. Ich rodzice nie byli w stanie ich utrzymać. Początkowo władzom, w tym Stolicy Apostolskiej zależało na promowaniu przedstawicieli tego stanu. Przykładem mogą być bulle Grzegorza IX i Innocentego IV. Później tendencja te wyraźnie osłabła.

Edukacja przed podjęciem studiów i egzaminy wstępne

Uniwersytet średniowieczny nie znał instytucji egzaminu wstępnego. Przyjmowano wszystkich kandydatów, którzy wpłacili wpisowe. Nie było ich zresztą dużo ze względu na ogromny koszt nauki. Eliminacja jednostek niezdolnych do studiowania następowała jednak szybko, drogą naturalnej selekcji tych, którzy nie posiadali odpowiedniego wykształcenia średniego. Jakie więc musiało ono być i gdzie młody człowiek mógł je zdobyć?

Pierwszym kontaktem z nauką była szkoła parafialna. Szło się do niej około siódmego roku życia. Obejmowała swoim programem najprostsze umiejętności. Uczono za pomocą drewnianych tabliczek abecadła, a następnie czytania. W parafiach miejskich dokładano do tego podstawy arytmetyki. Pierwszy kontakt z łaciną miało się poprzez pamięciowe przyswajanie pieśni kościelnych. Moulin pisze, że przygotowanie obywatelskie kształtowano w czasie gry w szachy. Takie wykształcenie nie było wystarczające by podjąć studia. Konieczna była dobra znajomość łaciny i w ogóle całego trivium, czyli gramatyki, retoryki i dialektyki.

Wiedzę tą można było przyswoić w szkołach katedralnych, zakonnych albo na wydziale artium, do którego na niektórych uniwersytetach przyjmowano nawet kilkunastoletnich młodzieńców. We Francji w XIII wieku przysięgę studencką mogli składać 10 letni chłopcy. W 1275 uniwersytet w Paryżu ustalił wiek pozwalający na zdawanie bakalaureatu sztuk wyzwolonych w wieku 14 lat. Uniwersytety prowadziły więc zajęcia z zakresu wykształcenia podstawowego. Sprawa ta nie dotyczy uczelni typu bolońskiego, które nie prowadziły takich kursów przygotowawczych.

Problem mieszkaniowy

Niewielu studentów było obywatelami miasta uniwersyteckiego. Dla większości pierwszym poważnym problemem po dotarciu do celu swojej podróży było zakwaterowanie. Istniało wiele sposobów znalezienia dachu nad głową.

Wybór zależał od typu uniwersytetu i zamożności studenta. W uczelniach typu bolońskiego obowiązywał system hospicjalny. Oznaczało to, że student musiał sam znaleźć lokum w mieście. Najbogatsi mogli sobie pozwolić na wynajem całego domu albo przynajmniej apartamentu. Biedniejsi mieszkali w tzw. hospicjach, czyli kamienicach w całości wynajmowanych studentom, którzy wspólnie rozliczali się z właścicielem. Od tego typu zakwaterowania wzięła się nazwa systemu hospicjalnego. Było dużo tańsze, ale też mniej komfortowe. W każdym pomieszczeniu mieszkało kilku uczniów. Wybierano przełożonego hospicjum (principalis domus) i ustanawiano własne, nienarzucone z zewnątrz przepisy. Niektórzy studenci wynajmowali pokój u oberżysty, a jeszcze inni mieszkali w domu mistrza, co było popularne w Bolonii. Najwięcej studentów wynajmowało w trzech lub czterech pojedyncze pokoje (ad camera) w domach mieszczan.

W uniwersytetach typu paryskiego początkowo sprawy mieszkaniowe wyglądały bardzo podobnie jak w Bolonii czy Padwie. Jednakże od początku XIII wieku zaczęto fundować kolegia, które w końcu doprowadziły do powstania systemu kolegialnego. Początkowo były zakładane, by zapobiec niedostatkowi mieszkań i w celach dobroczynnych. Później wraz z wzrostem ich ilości różnicowały się one w standardzie i cenach. Ostatecznie mieszkało w nich większość studentów, nigdy jednak wszyscy. Kolegia (halls w Anglii, bursen w Niemczech) powstawały najczęściej jako dar fundatora, który przeznaczał na nie swój dom bądź działkę i zabezpieczał pewne dochody, np. z czynszów. Pierwsze było kolegium duńskie przy ulicy Saint-Thoma-du-Louvre powstałe jeszcze w XII wieku. Największą sławę zdobyło jednak kolegium założone  przez Roberta z Sorbon w 1257.

Kolegia miały funkcje wychodzące poza zwykłe zakwaterowanie. Prowadzono tam powtórki zajęć, spożywano wspólne posiłki, niekiedy wypłacano studentom małe kwoty. Przypominały w swej formie trochę domy studenckie, a trochę zgromadzenia zakonne. Mogli w nich również mieszkać profesorowie. Na każdym uniwersytecie było od kilka do kilkunastu kolegiów często gromadzących przedstawicieli poszczególnych nacji.

Skąd wziąć pieniądze?

Studiowanie nie było tanie. Dwunastowieczny mistrz Roffredus z Benewentu ostrzegał kandydatów, że bez odpowiednich funduszy nie podołają nauce. Prawnik Odofredus przedstawiał przykład ojca, który przeznaczał 100 liwrów ze swojego 200 liwrowego dochodu na potrzeby swojego syna studenta. Wydaje się, 200 liwrów to średni stopień zamożności. Różne były jednak wymagania, różne potrzeby i różne źródła dochodów.

Najprostsze życie pod względem materialnym wiedli oczywiście przedstawiciele stanu duchownego. Świeccy byli uposażeni w niejednokrotnie wysokie beneficja pozwalające im żyć dostatnio. Zakonnicy dostawali regularne fundusze ze swoich zgromadzeń. Często również korzystali z internatów tworzonych przez poszczególne zakony w miastach uniwersyteckich.

Przedstawiciele klas średnio zamożnych dostawali pieniądze od rodziców. Wygląda na to, że studentom zawsze było mało, niezależnie od wielkości majątku, który posiadali. Oczywiście koszty wynajmu mieszkania, pomocy naukowych, świec czy opału na zimę były ogromne. Jednakże, miasto oferowało liczne rozrywki takie jak gra w kości, pijaństwo czy usługi kurtyzan, które skutecznie pozbawiały studentów funduszy.

W przypadkach, gdy pieniędzy brakowało, studenci pisali do rodziców listy z błaganiem o przysłanie pomocy materialnej. Większość tych tekstów była gotowymi formularzami podyktowanymi przez tzw. dittatores, czyli ludzi specjalizujących się w pisaniu pism i listów na wszelkie życiowe okoliczność. Listy takie były pisane w pompatycznym stylu wychwalającym rodziców, przedstawiającym ogromny niedostatek i jątrzące potrzeby.  Niekiedy miały formą wierszowaną, jak ten XV wieczny anonimowy: List żaków z prośbą o wsparcie:

 

O, panie łaskawy, obrońco zacności prawy!

Żaków gromada cała ze szkoły Bożego Ciała

Pragnie Cię uprzejmie powitać i kartę tę odczytać

Głosem jednego wybrańca, całej gromady posłańca,

Aby prosić o wsparcie, jeśli nas uprzejmie wysłuchacie.

 

Tego Bóg wywyższy, na szczyty wyniesie,

Kogo zbożność miękczy, by otworzył kiesę.

Pamiętając o tym, wesprzyj nas tym raźniej.

Życie się nam wlecze niby w ciężkiej kaźni.

 

Przeto wołamy, bo zawsze niewiele mamy.

Obyśmy się weselili i zawsze w jedności cieszyli

W Jezusie Panu Chleb powszedni nam dano.

On, który jest w niebie, oby wspierał i nas, i ciebie.

Oby każdy u Niego miał zapłatę sługi dobrego.

Wszyscy razem wołamy: oby nas pocieszył. Amen

Często korespondencja przynosiła pozytywny skutek, ale zdarzały się odpowiedzi odmowne opisujące z żalem jak naprawdę wyglądało życie studenta.

Gdy rodzice nie okazali się pomocni trzeba było uciec się do innych metod. Niektórzy studenci próbowali zaciągnąć się do pracy. Czasami intelektualnej jak np. przepisywanie ksiąg, czy przygotowywanie notatek dla bogatszych studentów. Niekiedy do pracy bardziej prozaicznej jak wypasanie krów.

Nierzadko studenci uciekali się do prośby o jałmużnę. Od czasów powstania zakonów żebraczych proceder ten nie był uważany za coś niegodnego. Żebrano na ulicy prosząc przechodniów o pomoc. Nie mniej jednak, była to ostateczność opisywana z wielki żalem w listach proszalnych.

Istniał jeszcze jeden sposób na nagły zastrzyk gotówki. Była to lichwa. Długi zaciągano w Nacji, u Żydów, w bankach, ale również u profesorów, co zdarzało się często, ale było uważane za naganne. Procent był wtedy ogromny, a pieniądze dawano pod zastaw jakiegoś cennego przedmiotu np. książki.

Najbiedniejsi byli wspieranie przez niektóre kolegia, czyli przez filantropie zamożnych. Sporadycznie zdarzały się przypadki nadania stypendium państwowego poszczególnym studentom bądź całym grupom. Takie wyjątkowe sytuacje zdarzyły się w Anglii za panowania Jana bez Ziemi i Henryka III oraz we Francji za Ludwika IX Świętego i Filipa pięknego.

Wydziały uniwersyteckie i stopnie naukowe

Dotychczasowe rozważania przedstawiły materialną podstawę życia studenta, którego podstawowa aktywność skupiała się wokół uniwersytetu. Należy więc, przyjrzeć się jak funkcjonowały średniowieczne wszechnice i na czym polegało studiowanie.

Uniwersytet posiadał pięć fakultetów: sztuk wyzwolonych, prawa rzymskiego, prawa kanonicznego i teologii. Pierwszy, artes liberales, nazywany niekiedy wydziałem filozoficznym stanowił niejako wstęp do uniwersyteckiej kariery. Wykładano na nim trivium składające się gramatyki, retoryki i dialektyki i quadrivium, czyli geometrie, arytmetykę, muzykę i astronomię.

Mniej więcej w połowie okresu studiów na wydziale sztuk przystępowano do pierwszego egzaminu na stopień bakałarza. Po pozytywnym zakończeniu student kontynuował naukę przygotowując się do egzaminu magisterskiego i jednocześnie nauczał swoich młodszych kolegów. Pozostałe kierunki były dłuższe i trudniejsze. Nie trzeba było być magistrem sztuk, żeby przystąpić do któregoś z wyższych kierunków jednak było to konieczne by dostać tytuł doktora, który wieńczył karierę naukową. Za najważniejszy uważano wydział teologiczny. Niewiele uniwersytetów go jednak posiadało.

Scholastyka – metoda średniowieczna

Średniowiecze było kulturą autorytetów. Uczeni XII, XIII i XIV wieczni opierali swoje dociekania na tekstach antycznych filozofów, ojców kościoła i biblii. Z drugiej strony, scholastyka była metodą pozwalająca na swobodę myślenia. Wykładowcy mieli prawo i obowiązek rozumowo, za pomocą logiki, dociekać prawdy. Pozwalało to komentować i rozwijać teksty starożytne. Średniowieczną ideę postępu najlepiej przedstawił Barnard z Chartres mówiąc: „Jesteśmy kałami, które stoją na barkach olbrzymów. Jeżeli widzimy więcej i sięgamy dalej niż oni, to nie dlatego, że nasz wzrok jest bardziej bystry albo nasz wzrost wyższy, ale dlatego, ze oni wynieśli nas w górę i podtrzymują na swej gigantycznej wysokości”. Z takiego podejścia do nauki i wiedzy wynika sposób prowadzenia zajęć uniwersyteckich.

Czytać, czytać i jeszcze raz czytać

Podstawą wszelkiej pracy były lektury. Dla wydziału sztuk w Paryżu był to przede wszystkim Arystoteles ( wszystkie znane jego dzieła dotyczące zarówno logiki jak i fizyki), w Bolonii z kolei nacisk kładziono na retorykę i korzystano z De inventionae Cycerona, Rethorica as Herennium, oraz na matematykę i astronomię, którą studiowano z dzieł Euklidesa i Ptolemeusza.

Na wydziale prawa kanonicznego podstawowym podręcznikiem jest Dekret Gracjana oraz dodatkowo Decretalia Grzegoża IX, Clementinae constititiones i Extravagantes. Na fakultecie prawa rzymskiego korzystano głównie z Kodeksu Justyniana, szczególnie pandekty, a także zbioru traktatów zwanego Volumen a zawierającego Instytutiones i Authentica, to znaczy nowele Justyniana tłumaczone na łacinę. W Bolonii dołączano do tego longobardzkie prawo Liber feudorum.

Na wydziale medycyny podstawową lekturą była Ars medicanae, czyli teksty zebrane w wieku XI przez Konstantyna Afrykańczyka. Były to dzieła Hipokratesa i Galena, do których dołączano dzieła uczonych arabskich, Kanon Awicenny, Correctorium, Awerroesa i Almanasore, Rhazesa.

Na fakultecie teologicznym korzystano przede wszystkim z Biblii, Libri IV sententiarum Piotra Lombarda i Historia scholastica Piotra le Maguer. Jak widać, korzystano szeroko z dorobku antycznego, nie bano się też korzystać z dzieł arabskich.

Wykłady i ćwiczenia

Zajęcia uniwersyteckie dzieliły się na wykłady, dysputy i kwodlibety. Podstawą nauczania uniwersyteckiego było Lectio. Profesor musiał ma nich przeprowadzić wykład na temat zadany przez siebie na poprzednich zajęciach. Zaczynał od żmudnej analizy gramatycznej dającej „literę”(littere). Następnie przechodził do, mającego wyciągnąć sens wyjaśnienia logicznego. (sensus). Kończył zajęcia egzegezą ukazującą treść naukową i filozoficzną (sententia) Ostatnia część wykładu pozwalała profesorowi zademonstrować całość swojej wiedzy i umiejętności retorycznych. Najczęściej spotykanym sposobem dojścia do pożądanej konkluzji było przedstawianie kolejnych złych tez i błyskotliwe ich odrzucanie.

Dysputy miały już całkiem inną formę. Zwoływane przez profesora przeważnie raz w tygodniu, miały zapowiedziany temat. Studenci mieli czas się do niej przygotować. Dysputa polegała na zadawaniu przez studentów pytań, stawianiu problemów i próby ich rozwiązania. Zajęcia prowadził właściwie bakałarz odpowiadając na pytania i przedstawiając prawidłowe odpowiedzi. W razie problemu przychodził mu w sukurs doktor, który tylko nadzorował przebieg dysputy. Z uwagi na duży chaos tych zajęć, w następnym dniu roboczym, profesor porządkował wątki, wyciągał wnioski i w naukowym wykładzie przedstawiał całokształt obowiązującej wiedzy. Takie podsumowanie nazywano determinatio.

Najciekawszą formą zajęć był jednak kwodlibet. Była to zwoływana bardzo rzadko, np. w czasie świąt uniwersyteckich lub Bożego Narodzenia czy Wielkanocy, wolna dyskusja z udziałem studentów i profesora. Nie miała określonego tematu, więc doktor nie mógł się do niej przygotować. W jej trakcie mogły paść pytania trudne i szczegółowe a także podchwytliwe lub wręcz drastyczne jak na przykład: czy słońce grzeje bardziej na górze czy na dole; czy kształt głowy musi być okrągły; czy pijak trzeźwieje po wypiciu oliwy, a nawet czy Chrystus mógłby mieć dzieci? (Początkowo pytana niepoważne były rzadkością, ale wraz z upadkiem metody scholastycznej ich udział się zwiększał) Na tego rodzaju dociekania trzeba było odpowiedzieć z jak największą powagą opierając się na autorytetach i traktując temat w ściśle uczony sposób Wymagało to nie małej wirtuozerii, a na kwodlibety mogli pozwolić sobie tylko najlepsi profesorowie.

Układ dnia i kalendarz

Dzień studenta zaczynał się, jak na dzisiejsze standardy wcześnie. Układ zajęć zależny był od tzw. godzin kanonicznych. Pierwsze wykłady odbywały się w hora prima, czyli między 6, a 9 rano, a następne w hora tertia, czyli od 9 do 12. Od południa do godziny 15 obowiązywał czas wolny. Najważniejsze były zajęcia przedpołudniowe. Prowadzono wtedy obowiązkowe wykłady zwyczajne. Po południu odbywały się fakultatywne zajęcia nadzwyczajne i dysputy. Przypadały na nonę, czyli między godziną15 i 18. Niekiedy zdarzało się, że repetycje i dyskusje odbywały się od 18 do 21 czyli w horae vesperiae (nieszpory).

Dzień pracy był więc długi i intensywny. Zajęcia trzy godzinne były męczące, dlatego też, z czasem coraz bardziej je skracano. Nie było wtedy jeszcze zegarów, więc o terminie wykładów informowały dzwony pobliskich kościołów. Rytm zajęć był oczywiście wyznaczony przez naturę. Praca zaczynała się o świcie by wykłady mogły odbyć się przy naturalnym świetle.

Intensywność pracy w wymiarze dobowym skutecznie równoważyła ilość dni świątecznych, w czasie których nie odbywały się żadne wykłady. Było ich w Bolonii 58, nie licząc niedziel i czwartków zawsze wolnych od zajęć. Dlatego też zdarzały się tygodnie w dwoma lub trzema dniami pracy. Średniowieczny rok akademicki był jednak dłuższy niż obecnie. Dla przykładu w Bolonii studenci prawa zaczynali zajęcia 10 października, a „artyści” tydzień później. Rok akademicki kończył się z początkiem września. Jak widać, studentom nie brakowało czasu na zabawę.

Nie tylko nauka

Błędem byłoby wyobrażać sobie średniowiecznego studenta jako ascetycznego miłośnika ksiąg i inkaustu. Oczywiście zdarzali się uczniowie pilni, ale większość wykazywała się dużą fantazją w wymyślaniu przeróżnych zabaw.

Zacznijmy od tych dozwolonych: gra w orła i reszkę, gra w piłkę, w crosse (poprzednik golfa), krykieta oraz gry hazardowe pod warunkiem, że stawka nie będzie przekraczała pinty wina. Ponadto studenci lubili recytować poematy, grać na flecie, gitarze czy pikulinie.

Z mniej dozwolonych były: polowania, pijatyki (ulubione zajęcie braci studenckiej), urąganie przechodniom, zaczepianie władz miejskich, wlewanie wody do domów mieszczan, strzelanie do ludzi grochem z dmuchawki, organizowanie wyścigów i walk zwierząt, odwiedzanie prostytutek i organizowanie rozrób między przedstawicielami poszczególnych nacji.

Szczególnie dużo zabaw i uciech przypadało na okres świąt, których zresztą było bardzo dużo. Czczono wszystkie święta ogólno chrześcijańskie, patrona uniwersytetu i patronów poszczególnych nacji. Szczególnie intensywnie bawiono się w czasie Bożego narodzenia i Karnawału. Interesujące były obchody ku czci św. Gawła, w czasie których studenci na jeden dzień przejmowali władzę i wybierali króla scholarów. Święto to znalazło odbicie w trzech polsko-łacińskich wierszach z XV wieku, oto jeden z nich: 

To królestwo krótkiej chwili,

Gdy się wzniosło, już się chyli

I nadzieje nasze zmyli,

Kiedy czas przeminie

 

Dzisiaj żaki zgromadzone,

Szczwane, wielce doświadczone,

W tym okażą czynie

 

Syna grodu krakowskiego,

Jak lilija promiennego,

Najlepszego, wybranego

Ze wszystkich tysięcy

 

Ośm dni tylko będzie trwała

Słonecznego władcy chwała,

Potem spadnie plag nawała

Na królewskie plecy.

 

Króla, bowiem to wybranie

Jest nauki zaniedbanie:

Nikt na lekcji nie postanie

Przez ten cały tydzień.

Studentom nie brakowało czasu na miłość. Zarówno na platoniczny, pełny uwielbienia i czci afekt do nieosiągalnej dla żaków wielkiej feudalnej pani, jak i na bardziej prozaiczną miłość np. do mieszczek. Każda z nich odbijała się jednak w literaturze pięknej.  W Polsce na przykład, jedyna zachowana średniowieczna poezja erotyczna jest właśnie autorstwa żaków. Warto przeczytać po jednym przykładzie. Na początku niezbyt przyzwoitą Cantilena inhonesta :

Chcy ja na pannu żałować:

Nie chciał mi trochy dać

Mamu koniu owsa.

 

Mnisz-li, ty, panno, bych był mał?

U mnet wisi jako stal

Nożyk przy Biedrzycy.

 

Rożży, panno świeciczku,

Przysuczywa dratwiczku

Jako pirwe było.

 

Na pisane perzynie

Damy sobie do wole

Piwa i medu.

 

Rożży, panno, kahanec

Odledawa hned winec,

Jeszcze li je cał.

 

A ktorak może cał byci,

Zarazem ji starł kici,

Kto pierw przybiehł.

 

Mnisz-li panno, bych był ślep?

Uderzym ja kijem w kerz,

Wyrzenu zajece.

 

Odbiór wiersza może być oczywiście utrudniony z powody archaiczności języka, ale sens większości aluzji da się wciąż odczytać. Dla równowagi estetycznej przytoczmy jeszcze wiersz Ach, miły boże toć boli.:

Ach, miły Boże, toć boli,

Kiedy chłop kijem głowę goli,

Ale barziej boli,

Kiedy miła inszego woli.

Jak długo trwały studia?

Studia w wyżej opisanym trybie trwały długo. Uzyskanie tytułu magistra sztuk wyzwolonych trwało od 3 do 8 lat. Zależało to od tego, z jakim poziomem wiedzy się zaczynało. Najkrócej trwało to w Bolonii najdłużej w Oxfordzie. W wieku 19 do 20 lat młody magister sztuk stawał przed wyborem. Mógł rozpocząć pracę w macierzystym wydziale lub podjąć studia na jednym z czterech pozostałych fakultetów. W drugim przypadku czekało go jeszcze około 9 lat nauki. Przykładem może być paryski wydział prawa rzymskiego, na którym trzy lata zajmowało dojście do bakalaureatu, ale trzeba było studiować kolejne 5 lat by uzyskać licencję, która z kolei pozwalała starać się o tytuł doktorski.

Egzamin – zwieńczenie trudów

Dzięki egzaminom na stopień doktora, student z dnia na dzień dostawał funkcję profesora. Ta dość raptowna zmiana tak została opisana przez Jana z Salisbury: „Wczorajsi młodzieńcy to dzisiaj mistrzowie; jeszcze wczoraj jęczeli pod rózgą, dzisiaj w todze wykładają z katedry” Była to oczywiście retoryczna przesada, ponieważ droga do doktoratu nie była ani krótka ani łatwa. Warto więc przyjrzeć się, jak wyglądały egzaminy.

Termin egzaminu zależał od studenta. Zgłaszał on chęć przystąpienia do niego, gdy czuł się na siłach. Można było egzamin wielokrotnie powtarzać, z tym jednak zastrzeżeniem, że między jednym, a drugim podejściem będzie rok przerwy. Dzielił się on na dwie części. Na początku był egzamin prywatny. Odbywał się w małej sali albo w zakrystii kościoła. Brał w nim udział zdający i wszyscy profesorowie danego wydziału lub komisja składająca się z czterech doktorów. Egzamin ten wymagał przedstawienia wiedzy z całego okresu studiów. Punkty do dyskusji wyciągano z urny dla zachowania bezstronności. Były one napisane tak by poruszały jak najszersze dziedziny wiedzy. Student przedstawiał swój komentarz, a następnie profesorowie zadawali pytania. Po zakończeniu tej procedury komisja większością głosów podejmowała decyzję czy student zdał. Egzamin prywatny dawał tytuł licencjata. Było to tymczasowe stanowisko. W Paryżu pozwalało prowadzić wykłady, w Bolonii nie. Bezpośrednio po nim student mógł przystąpić do uroczystego egzaminu doktorskiego. Zdarzało się jednak dość długie odwlekanie tej decyzji.

Jedną motywacją mógł być strach przed publicznym wystąpieniem. Wydaje się, że taki przypadek był rzadki, ponieważ egzamin doktorski był w Paryżu formalnością, a w Bolonii, choć pytania studentów mogły być dotkliwe nie mogły być trudniejsze niż konfrontacja z naukowcami na egzaminie prywatnym. Dużo częstszym powodem był brak finansów. Egzamin doktorski był po prostu bardzo drogi. Trzeba było wnieść opłatę egzaminacyjną na poczet promotora, zapłacić archidiakonowi za przemówienie na własną cześć. Nowy doktor musiał też kupić własne insygnia, które mu uroczyście wręczano oraz wystawić uroczysty bankiet dla profesorów i studentów. W dobrym zwyczaju było też obdarowywanie członków społeczności uniwersyteckiej.

Co po studiach?

Po przejściu wszystkich problemów zarówno intelektualnych jak i materialnych przychodził czas na zebranie plonów własnej pracy. Po zakończeniu ostatniego egzaminu nowy doktor występował z pompatycznym wykładem. Po nim przyjmował na klęczkach oznaki swojej godności: zamkniętą księgę, biret, katedrę, złoty pierścień i braterski pocałunek. W ogólnej radości ściskali go nauczyciele, gratulowali studenci, a własna nacja nagradzała owacją. Na koniec by formalnościom stało się zadość, notariusz zatwierdzał licencjat docendi i ogłaszał, że kandydat otrzymuje prawo nauczania na wszystkich uczelniach świata. Był to formalnie koniec naukowej kariery. Średniowiecze nie znało drabiny stopni profesorskich. Według prawa wszyscy byli równi. W rzeczywistości często wytwarzał się podział na uwielbianych profesorów i nieporywających tłumów belfrów.

Studia na wydziale sztuk wyzwolonych kończyło bardzo mało studentów, przeważnie mniej niż dziesięć procent. Nie wszyscy z nich rozpoczynali naukę na kolejnym wydziale. Tytuł doktora był elitarny. Zapewniało to prestiż, pozycje i majątek. Można było zostać na uczelni i do końca życia prowadzić wykłady, ale istniała też kusząca droga współpracy z którąś z administracji. Zarówno kościół jak i monarchowie oraz komuny miejskie potrzebowały teologów i prawników do prowadzonej przez siebie walki o władze.

Uniwersytet średniowieczny był dziełem wyjątkowym, najtrwalszym wkładem epoki w kulturę zachodu. Dorobek myśli takich uczonych, jak Tomasz z Akwinu, Bonawentura, Siger z Barbantu czy William Ockcham nie zaginał, pomimo że pod koniec XIV wieku i szczególnie w wieku XV świetność uniwersytetów się skończyła. Scholastyka wchodziła w etap skostniałego formalizmu i bezproduktywności, z której w dobie odrodzenia mógł szydzić np. Francois Rebelais.

Tagi: Uniwersytet, edukacja, średniowiecze, życie codzienne
Komentarze
Brak komentarzy
Dodaj komentarz
Newsy
II Ogólnopolska Konferencja Naukowa Historii Starożytnej
Koło Naukowe Historyków Studentów UJ ma przyjemność zaprosić na II Konferencję Naukową Historii Starożytnej. Tematem przewodnim tegorocznej konferencji będą "Formy kultu w starożytności".
III Ogólnopolska Konferencję Naukową "Historia w Mediach"
Koło Naukowe Historyków Studentów UJ ma przyjemność zaprosić na III Konferencję Naukową "Historia w Mediach" która odbędzie się 18 i 19 marca 2010r. w Krakowie


Historia
Zapraszamy do korzystania z naszego portalu! Nadsyłajcie informacje o organizowanych przez Was debatach, panelach dyskusyjnych i ciekawych wykładach.
Nadsyłajcie teksty!